Przemysław Gintrowski

Przemysław Gintrowski

Fundacja im. Przemysława Gintrowskiego

Fundacja im. Przemysława Gintrowskiego powstała w celu ochrony imienia, wizerunku i spuścizny artystycznej zmarłego w 2012 r. kompozytora, muzyka i barda Przemysława Gintrowskiego oraz zachowania pamięci o jego twórczości. Głównym celem fundacji jest promocja i popularyzacja twórczości Przemysława Gintrowskiego, a także popularyzacja i promocja kultury i sztuki muzycznej oraz talentów muzycznych, wspieranie edukacji muzycznej oraz działalność na rzecz rozwoju kultury, sztuki, ochrony dóbr kultury i dziedzictwa narodowego. Fundację powołali członkowie najbliższej rodziny barda.

Fundacja wręcza Nagrodę im. Przemysława Gintrowskiego i organizuje koncert poświęcony jego pamięci.


Koncert Galowy
- Warszawa, 10 grudnia 2018r

Plakat - „Za wolność w Kulturze - Nagroda im. Przemysława Gintrowskiego”



Dofinansowano ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Mecenas Koncertu
Partnerzy
Patronat medialny
Współorganizator

Wielki w Wielkim
- Poznań, 12 września 2018

Bard kojarzy wam się z artystą, który śpiewa dla 15 osób, przygrywając na gitarze? Niesłusznie! Udowodnił to poznański koncert z muzyką Gintrowskiego.

Plakat koncertu - „Gintrowski - a jednak coś po nas zostanie” - Poznań Co się dzieje, gdy muzycy rockowi śpiewają z orkiestrą symfoniczną, a podkładem dla śpiewaków operowych jest z kolei muzyka rockowa? Powstaje nowa jakość, jak podczas koncertu z cyklu „A jednak coś po nas zostanie...” z muzyką Przemysława Gintrowskiego w Teatrze Wielkim w Poznaniu.

Koncert postu z karnawałem

Choć tournée „A jednak...” jeździ po Polsce już od dwóch lat, to wciąż się zmienia. – Staramy się każdy koncert robić trochę inaczej – mówi Jan Stokłosa, autor aranżacji. – Za każdym razem mamy inną orkiestrę, 50 zupełnie innych muzyków. Każda z orkiestr gra trochę inaczej, inaczej interpretuje nuty. Dla mnie to jest szalenie ciekawe doświadczenie: ten sam materiał z różnymi zespołami.

Dodatkową trudność stanowi to, że piosenki z legendarnych programów „Mury”, „Raj” i „Muzeum” musieli zaśpiewać artyści poruszający się w zupełnie innych rejestrach muzycznych. – Nie miałem kaset Gintrowskiego, ale moi rodzice mieli, znam więc tę twórczość pośrednio – zdradza Łukasz Drapała. – Oczywiście wiele musiałem sobie przypomnieć, bo w młodości popłynąłem w zupełnie innym kierunku: w muzykę rockową [Drapała to wokalista zespołu Chemia – red.] i nadal się jej trzymam.

„Wróżba”, a przede wszystkim „Gdy tak siedzimy nad bimbrem” w jego wykonaniu zabrzmiały wyjątkowo świeżo, podobnie jak „Autoportret Witkacego” zaśpiewany przez Muńka Staszczyka. Lider zespołu T.Love pewnie zadziwił niejednego fana, gdy okazało się, że potrafi „schować” w cień swój charakterystyczny wokal, a na plan pierwszy wysunąć chrypkę à la Gintrowski. – Na tym to właśnie polega, że czasami trzeba siebie dodać, a czasami odjąć – tłumaczy Drapała. – Ja też na co dzień śpiewam zupełnie inaczej, a tutaj to, na co mogłem sobie pozwolić, to coś, na co nie zawsze mogę sobie pozwolić w wykonawstwie rockowym. Dlatego że tam po prostu tego nie słychać. Dzięki temu, jak Jasiu Stokłosa zbudował aranżacje, każdy tekst można było zaśpiewać od serca.

Rzeczywiście, wydaje się, że wczucie się w tę twórczość to klucz do sukcesu. – Jaka była największa trudność w przygotowywaniu tych tekstów? Przede wszystkim trzeba je zrozumieć, bo bez zrozumienia ich się nie zaśpiewa – zdradza Ola Gintrowska. – Bo tu nie jest tak, że są zwrotki i refreny, tylko sobie te piosenki płyną i trzeba je poczuć; bez tego „nie będzie szło” dalej. To powoduje, że człowiek się mocno wczuwa w te utwory. Na przykład ja dziś przy śpiewaniu „Kantyczki” byłam mocno roztrzęsiona, myślałam, że się popłaczę.

Stokłosa potwierdza, że przez warstwę tekstową te kompozycje są dla solistów bardzo trudne. – Nie dość, że tekst trwa siedem minut, to trzeba go zinterpretować – tłumaczy dyrygent i aranżer. – Ktoś, kto ma piękny głos, nie obroni się tylko tym, że pięknie zaśpiewa. Tu nastawiamy się na tekst, tutaj naprawdę każdy musi to przepracować. Staram im się to ułatwiać w ten sposób, że zanim zrobię aranżacje, z każdym rozmawiam, jak on by to widział i robię je pod nich. Na przykład „Kamyk” zrobiłem specjalnie pod Krzysztofa Kiljańskiego, pod to, jak i co śpiewa na co dzień. Tylko wtedy śpiewacy mogą skupić się na tekście, a nie na tym, że to jest dla nich coś bardzo obcego – dodaje Stokłosa. – Te piosenki same w sobie są bardzo nośne, melodyjne, a Janek poszedł w takie rozwinięcie, które niczego nie kaleczyło, natomiast dodatkowo pozwalało temu płynąć – mówi Renata Przemyk. – Dodał skrzydeł czemuś, co i tak nieźle latało.

Takie podejście rzeczywiście przyniosło efekty, bo kolejni wykonawcy – oprócz wymienionych także: Julia Gintrowska, Adam Szerszeń, Krzysztof Napiórkowski i Mirosław Niewiadomski – nie tylko odśpiewują znane nam utwory, ale też starają się je interpretować, dzięki czemu koncert przeradza się w rodzaj spektaklu.

Szalony wśród przerażonych

Swój ostatni koncert w karnawale „Solidarności”, 12 grudnia 1981 r., Gintrowski zagrał właśnie w Poznaniu. O związkach barda z miastem mówiła wicewojewoda wielkopolski Marlena Maląg, podkreślając, że obecny koncert doskonale wpisuje się nie tylko w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, lecz także w 100. rocznicę wybuchu jedynego udanego polskiego powstania, czyli wielkopolskiego. – U nas w domu zawsze słuchało się muzyki stryja, ale jako mała dziewczynka nie za dużo rozumiałam z przekazu tych tekstów – mówi Ola Gintrowska. – Pamiętam, że zawsze najbardziej podobała mi się piosenka „Tato”, którą śpiewała wtedy mała Marysia. Im stawałam się starsza, tym bardziej zaczynałam rozumieć tę muzykę. Bardzo mi przykro, że w momencie, kiedy mogę porozmawiać na ten temat, Przemka już niestety nie ma.

Dziś muzyka Gintrowskiego zdaje się łączyć pokolenia, bo wciąż wydaje się aktualna zarówno dla Oli, jak i Renaty Przemyk. – Te teksty mają w sobie taką wartość uniwersalną, że jak tylko jest trochę zamieszania w kraju, to idealnie się wpasowują. Poza tym, że to jest świetne literacko, uniwersalizm tych piosenek polega na tym, że zawsze będzie nam potrzebny wzorzec patriotyzmu. To bardzo górnolotnie brzmi, ale nie wiem, czy teraz nie jest nam bardziej potrzebny niż wtedy, bo wtedy mieliśmy jasną sytuację. Wiedzieliśmy, po której stronie być – mówi wokalistka.

Potrafił być bezkompromisowy, jakby zbyt dobrze poznał świat i ludzi, ale i czuły, współczujący, optymistyczny. Nawet do piosenki do komediowego serialu „Zmiennicy” napisał wcale niewesołe słowa, choć zakończył je z nadzieją: „coś być musi, do cholery, za zakrętem”. – Jestem z wykształcenia historykiem i wiem, i Gintrowski też o tym wiedział, że historia zatacza koło i być może jesteśmy w takim momencie, że Gintrowski jest nam potrzebny? – zastanawia się Drapała. Że jest potrzebny, przekonaliśmy się podczas wykonania „Murów”, po których publiczność zgotowała artystom owację na stojąco.

Następny koncert znowu będzie inny. – Mogę tylko zdradzić, że z powodu roku herbertowskiego będzie dużo Herberta. Poza tym nie będzie to koncert poświęcony polityce i historii w twórczości barda, ale bardziej samemu Gintrowskiemu – mówi reżyserka i producentka Gabriela Gusztyn-Popławska.

Marcin Pieszczyk



Dofinansowano ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Mecenas Koncertu
Współorganizator
Partnerzy
Patronat medialny

Niezapomniany koncert
- Gdańsk, 9 maja 2018

Koncert z piosenkami Przemysława Gintrowskiego w kolebce Solidarności musiał zabrzmieć wyjątkowo. I zabrzmiał.

Plakat koncertu - „Gintrowski - a jednak coś po nas zostanie” - Gdańsk” Kompozycje Gintrowskiego sprzed lat, ale w nowych aranżacjach i wykonaniach, idealnie wpasowały się w mury Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego – instytucji o wielowiekowej tradycji, lecz odbudowanej w nowoczesnym stylu. Koncert „Gintrowski – a jednak coś po nas zostanie.”.. przypomniał, że bard Solidarności – związku zawodowego założonego w Gdańsku – przez całe życie śpiewał o wolności i nawet po 1989 r. jego pragnienie niezależności nie zdezaktualizowało się tylko zostało inaczej ukierunkowane: nie na walkę z systemem, ale na przypominanie o tej walce. – Człowiek, aby wiedział, dokąd idzie, musi wiedzieć, skąd pochodzi – wypowiedź muzyka zacytowała prezes Fundacji im. Przemysława Gintrowskiego Katarzyna Gintrowska.

Tę muzykę zwykle kojarzymy z latami 80., z małymi salkami i prywatnymi mieszkaniami, gdzie w ścisku słuchaczy niepodzielnie królowała prosta gitara. W nowych aranżacjach Jana Stokłosy piosenki Gintrowskiego zyskały drugie, pełne oddechu życie. Okazało się, że nie są tak jednowymiarowe, jak się powszechnie sądzi, i doskonale bronią się bez konspiracyjnego kontekstu. Na szczęście też wykonawcy – m.in. Renata Przemyk, Krzysztof Kiljański czy Krzysztof Napiórkowski – nie starają się naśladować chropowatego głosu Gintrowskiego, bo też głos ten jest przecież niepodrabialny. Zamiast imitacji proponują swoją interpretację znanych nam wszystkim piosenek. Gdzie trzeba są delikatni, tak jak Ola Gintrowska w „Modlitwie”, gdzie trzeba – bezpardonowo ostrzy, tak jak Mateusz Ziółko w utworze „Gdy tak siedzimy nad bimbrem”. Córka barda Julia Gintrowska pokazała inne, bardziej osobiste oblicze kompozytora, gdy zaśpiewała jego piosenkę z filmu Macieja Ślesickiego „Tato”. W trakcie utworu mogliśmy zresztą oglądać wyświetlane na telebimie wzruszające zdjęcia Przemysława z małą Julią z wakacji nad morzem.

Skrót koncertu „A jednak coś po nas zostanie...”
Gdańsk, Teatr Szekspirowski 9.05.2018 r.

Najbardziej zaskoczyły „Mury”. Nieformalny hymn Solidarności trudno wyobrazić sobie w innej niż ikoniczna interpretacji. Tymczasem tenor Rafał Bartmiński i baryton Adam Szerszeń rozpoczęli utwór po włosku, a zakończyli go po polsku, przez cały czas pozostając w tonacji operowej! Nawet taka nietypowa forma utworu wywołała na widowni łzy wzruszenia. Na zakończenie jednak reżyserka koncertu Gabriela Gusztyn-Popławska oddała pole samemu bohaterowi wydarzenia – gdy na scenie stanęło puste krzesło, z głośników popłynął głos Przemysława Gintrowskiego śpiewającego „Dokąd nas zaprowadzisz, Panie”, do którego z każdym słowem dołączał kolejny, obecny tego wieczoru wykonawca. Publiczność zgotowała artystom kilkuminutową owację na stojąco. Dla tych, którzy nie dotarli do Gdańska, mam dobrą wiadomość: kolejne koncerty „Gintrowski – a jednak coś po nas zostanie.”.. odbędą się w Poznaniu i Krakowie (wrzesień) oraz w Teatrze Polskim w Warszawie (grudzień).

Paweł Szlachta



Dofinansowano ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Organizator
Mecenat koncertu
Partnerzy wydarzenia
Patronat medialny

Coś po nim zostało
- Wrocław, 16 marca 2018

16 marca najgorętszym miejscem ośnieżonego Wrocławia było Narodowe Forum Muzyki. Publiczność rozgrzał koncert „A jednak coś po nas zostanie” z piosenkami Przemysława Gintrowskiego.

Plakat koncertu - „Gintrowski - a jednak coś po nas zostanie” - Gdańsk” Muzyczna historia zatoczyła koło. Równo dekadę temu, podczas koncertu Gintrowskiego w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, bardowi Solidarności na wiolonczeli towarzyszył Jan Stokłosa. Teraz Stokłosa na nowo zaaranżował jego piosenki i poprowadził Orkiestrę Symfoniczną Narodowego Forum Muzyki. Muzyka, której w latach 80. słuchaliśmy z magnetofonów kasetowych (nieliczni mieli szczęście słyszeć samego autora na żywo w małych salkach), na największej scenie NFM zabrzmiała wyjątkowo świeżo. Okazało się, że doskonale broni się bez „konspiracyjnego” kontekstu, z większą partią instrumentów niż tylko prosta gitara i z towarzyszeniem chóru pod kierownictwem Zuzanny Falkowskiej.

GŁOS NIEPODRABIALNY

W inny wymiar znane wszystkim utwory przeniosła nie tylko nowa aranżacja, lecz także wykonawcy, którzy nie starali się naśladować niepodrabialnego głosu Gintrowskiego. Gdzie trzeba, byli delikatni, tak jak Ola Gintrowska w „Modlitwie”, gdzie trzeba – bezpardonowo ostrzy, tak jak Mateusz Ziółko w utworze „Gdy tak siedzimy nad bimbrem”. Podczas tej piosenki na publiczność spadły z balkonów ulotki z autentycznymi tekstami wyborczymi z 1989 r. Bo należy pamiętać, że Gintrowski był nie tylko kompozytorem i pieśniarzem, ale też autorytetem politycznym i moralnym. Nic dziwnego, że bilety na dwa warszawskie koncerty „Gintrowski – a jednak coś po nas zostanie” zostały wyprzedane na kilka tygodni przed wydarzeniem – niezależnie od tego, czy była to widownia Teatru Polskiego, czy Opery Narodowej. Telewizyjną relację obejrzały w grudniu ponad trzy miliony widzów. – Na warszawskie koncerty pamięci Gintrowskiego widzowie przyjeżdżali z całej Polski. To dowód na to, że jest zapotrzebowanie na to, aby przypominać twórczość jednego z najbardziej wszechstronnych kompozytorów i charyzmatycznego barda – mówi Katarzyna Gintrowska, prezes Fundacji im. Przemysława Gintrowskiego, organizatora koncertu. – Ludzie tęsknią do jego muzyki, chcą się nią dzielić z kolejnymi pokoleniami, chcą pamiętać o tamtych czasach, także, a może przede wszystkim, dzięki kulturze, dzięki ponadczasowej muzyce i słowom, które nic nie straciły na swojej sile, na znaczeniu. To jest dziedzictwo nas wszystkich i wspólnie powinniśmy dbać, żeby wciąż żyło. Dlatego dzisiaj chcemy przyjechać do widzów w Polsce z Gintrowskim. Z jego pieśniami, z jego muzyką, ze wspomnieniem. Chcemy przypominać o trudnych chwilach w najnowszej historii Polski, dbając, by nie zarosły „blizną podłości” – dodaje Gintrowska.

Skrót koncertu „A jednak coś po nas zostanie...”
Wrocław, Narodowe Forum Muzyki 16.03.2018 r.

Projekt serii koncertów nabiera szczególnego wymiaru dziś, gdy Sejm ogłosił bieżący rok Rokiem Zbigniewa Herberta. Gintrowski swoją muzyką nadał przecież jego poezji nowe życie i nowy wymiar. Pieśni Herberta to w twórczości Gintrowskiego ogromny rozdział; podczas wrocławskiego koncertu usłyszeliśmy m.in. „Potęgę smaku” oraz „Kamyk”. Tego wieczoru najbardziej jednak zaskoczyły „Mury”. Piosenkę – hymn Solidarności – trudno wyobrazić sobie w innej niż ikoniczna interpretacji. Tymczasem tenor Rafał Bartmiński i baryton Adam Szerszeń rozpoczęli utwór po włosku, a zakończyli go po polsku, przez cały czas pozostając w tonacji operowej!

CZŁOWIEK NISZOWY

Gintrowski, o czym warto pamiętać, to nie tylko pieśniarz i kompozytor „polityczny”, o czym przypomniała córka barda, Julia Gintrowska. Pokazała inne, bardziej osobiste oblicze kompozytora, gdy zaśpiewała jego piosenkę z filmu Macieja Ślesickiego „Tato”. W trakcie utworu mogliśmy zresztą oglądać wyświetlane na telebimie, wzruszające zdjęcia Przemysława z małą Julią z wakacji nad morzem.

Na zakończenie reżyserka koncertu, Gabriela Gusztyn-Popławska, oddała pole samemu bohaterowi wydarzenia – gdy na scenie stanęło puste krzesło, z głośników popłynął głos Gintrowskiego śpiewającego „Dokąd nas zaprowadzisz, Panie”, do którego z każdym słowem dołączał kolejny obecny tego wieczoru wykonawca.

– Koncert, który przejmuje i porusza do głębi. Dla mnie to osobista wędrówka do czasów z przełomu szkoły średniej i studiów, gdy legendarne piosenki Gintrowskiego towarzyszyły nam w czasie długich letnich nocy przy ognisku i gitarze. Ta pełna pasji i zaangażowania muzyka pozwalała nam rozumieć, a może bardziej odczuwać to, co przeżywało pokolenie Gitrowskiego, dla którego muzyka była swoistym artystycznym polem walki. My mieliśmy to szczęście, że dla naszego pokolenia było to już pole po zwycięskiej bitwie – powiedział po widowisku Jacek Sutryk, dyrektor Departamentu do spraw Społecznych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. – Gintrowski mylił się, mówiąc, że jest człowiekiem niszowym. On poruszał swoje pokolenie, rozkochał w swojej muzyce następne i, jak widać na przykładzie tego koncertu, będzie porywał kolejne. Dziękuję za ten wieczór pełen emocji, który mogliśmy przeżyć we Wrocławiu.

Bo ten koncert nie mógł odbyć się w innym mieście. To właśnie tu w 2012 r. Gintrowski dał swój ostatni występ, o czym przypomniał Marek Mutor, dyrektor wrocławskiego Centrum Historii Zajezdnia. Chciałbym uspokoić tych, którzy nie dotarli do Wrocławia: kolejne koncerty „A jednak coś po nas zostanie” odbędą się w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku (maj), w Poznaniu i Krakowie (wrzesień) oraz w Teatrze Polskim w Warszawie (grudzień).

Marcin Pieszczyk



Dofinansowano ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Mecenat koncertu
Partnerzy wydarzenia
Współorganizatorzy
Patronat medialny

Nagroda im. Przemysława Gintrowskiego

Twórczość Przemysława Gintrowskiego to przede wszystkim muzyka, która nadawała nowe życie, nowy wymiar słowom. Słowom, które mówiły o rzeczach dla Polski najważniejszych, które dotykały wartości najwyższych - prawdy, umiłowania do wolności oraz niezależności.